|
|
Książka ta - która jest historią życia, ale także refleksją o ogromnej wartości kulturalnej – jest między innymi odpowiedzią na dzisiejsze pamflety, w których oskarża się o ciemnotę i brak inteligencji ludzi mających jeszcze odwagę mówienia, że są osobami wierzącymi.
Wyznanie przepełnione erudycją, ale także doświadczeniem, naznaczone wielkim człowieczeństwem.
Vittorio Messori urodził się w Modenie w 1941 r. Jako dziennikarz i redaktor związany był z Mediolanem. Jeden z najpopularniejszych pisarzy katolickich o międzynarodowej sławie, autor wywiadu-rzeki z Janem Pawłem II (Przekroczyć próg nadziei, 1994 r.) oraz z kard. Jozephem Ratzingerem (Raport o stanie wiary,1984 r.)
Messori nie urodził się katolikiem. Rodzina i szkoła uczyniły z niego antyklerykała i racjonalistę. Lato 1964 roku okazało się dla niego momentem przełomowym. Wówczas nieoczekiwanie zetknął się z Ewangelią, której później poświęcił całe dotychczasowe życie.
To ona nawróciła go jakby siłą. Świadomy tego, że życie albo się przeżywa, albo się je pisze, zawsze poszukiwał odosobnionego miejsca, w którym mógłby zastanawiać się, jak przekonać ludzi, że nadzieja istnieje, że jest ona uzasadniona, że człowiek wierzący to nie naiwniak, że „chrześcijanin to nie kretyn”.
Andrea Tornielli (ur. 1964) jest watykanistą dziennika „Il Giornale”, czuwa nad blogiem poświęconym sprawom religijnym. Wiele swoich książek napisał po to, by w nowym świetle ukazać takie osobowości z historii Kościoła, jak papieże Pius IX czy Pius XII.
„TU STOJĘ, INACZEJ NIE MOGĘ” - 19
Na początku naszej drogi zadam ci proste, a zarazem trudne pytanie: Jak doszło do twojego spotkania z wiarą, po tym jak dorastałeś z dala od Kościoła? W tej rozmowie – do której, jak dobrze wiesz, ciężko mnie było przekonać – zastanawiając się nad tym, co wydarzyło się w Turynie w lecie 1964 roku, po raz pierwszy publicznie spróbuję odpowiedzieć na to pytanie. Ażeby do tego dojść, będziemy musieli odwołać się do faktów dość odległych temu wydarzeniu. Wspomnę na przykład, że jakiś czas temu wraz z Rosanną udaliśmy się do miejsc związanych z Marcinem Lutrem. Byliśmy w Brandenburgii i w Saksonii, spędziliśmy parę dni w Wittenberdze, gdzie zostały wywieszone słynne „tezy”, które ku zdumieniu samego ich autora, magistra teologii, stały się iskrą zapalną (jego opinie nie były oryginalne, głosili je inni ludzie Kościoła; jest to sprawa tak dyskusyjna, jak rozpowszechnienie przez Galileusza systemu kopernikańskiego).
Jak dobrze wiesz, idei nie da się narzucić zawsze i w każdych okolicznościach, ale tylko wtedy, gdy sprzyjają temu czasy. W Wormacji, w Nadrenii-Palatynacie widziałem pomnik (wiele razy czytałem o nim w książkach) upamiętniający wezwanie Lutra w 1521 roku przed sejm, na którym cesarz poprosił go osobiście, by odwołał swoją naukę, zważywszy na to, jaki uczyniono z niej użytek. Luter miał odpowiedzieć zdaniem, które stało się przysłowiowe i nadawało się, ażeby umieścić je na postumencie jego pomnika.
Cesarz powiedział zbuntowanemu duchownemu: „Albo wycofasz się, albo też wyciągniemy z tego konsekwencje i przekażemy cię inkwizycji”. Augustianin (wtedy jeszcze wciąż nim był) odpowiedział, jak mówi tradycja: „Tu stoję, inaczej nie mogę”, dodając zaraz: „Boże, pomóż mi. Amen”. Oczywiście czołowi niemieccy uczeni poróżnili się na temat tego, co dokładnie powiedział wtedy Luter – nie dotyczy to jednak sedna sprawy.
Oczywiście, nie przywołuję tu postaci Marcina Lutra ani jako przykładu negatywnego, ani pozytywnego. Tak jak to bywa ze wszystkimi wielkimi postaciami historii, nie tylko religijnej. Im bardziej staram się zgłębić tego człowieka, tym lepiej rozumiem, dlaczego Jezus nie pozwolił nam go osądzać, pozostawiając sobie wydanie ostatecznego wyroku. Można, co więcej, trzeba poddawać pod osąd idee i, jeśli to konieczne, potępiać je.
To nieprawda, że trzeba szanować poglądy wszystkich, jak chce tego biblia współczesnego konformisty, który pragnie pozyskać względy wszystkich i ze wszystkimi żyć dobrze. Są idee, którym trzeba się sprzeciwiać, a nawet zacięcie je zwalczać. Tak naprawdę jednak, cóż możemy wiedzieć o tych osobach, które wyrażają czy ucieleśniają te idee?
Wiesz, jestem przekonany, że aby ekumenizm był autentyczny i – podobając się Bogu – pożyteczny, potrzebuje prawdy, a nie uprzejmych ustępstw, oczywiście wszystkich na rzecz „braci w wierze”, podczas gdy od katolików zawsze oczekuje się tylko wyznania: moja wina. Obiektywnie rzecz biorąc, dzieło tego zakonnika było tragiczne w skutkach: na zawsze zburzył on jedność nie tylko religijną, ale także kulturalną Zachodu. Za jego sprawą Europa nie jest już jedną ojczyzną, jak to było w czasach średniowiecznego chrześcijaństwa. Jest winny śmierci tysięcy osób, wywołał lawinę zniszczeń, przyczynił się do wszystkich okrucieństw wojen religijnych, które przez dwa wieki budziły w ludziach tak wielkie przerażenie, że stały się zarodkiem agnostycyzmu i ateizmu Zachodu.
Deklarując pragnienie odkrycia na nowo „wolności” chrześcijanina, w rzeczywistości poddał on go książętom, którymi stali się wówczas biskupi i papieże, niszcząc wyzwalające rozróżnienie, które Jezus uczynił między tym, co należy do Boga i tym, co cesarskie. Wybierając przeprowadzenie siłą rozłamu, doprowadził do skamienienia Kościoła, podczas gdy trzeba było kontynuować powolne oczyszczanie, które już się rozpoczęło; trzeba było wspierać ten proces przez wzmocnienie chrześcijańskiej broni, jaką jest trwająca nieustannie reforma. Reforma, którą każdy zaczyna od samego siebie; pragnienie i poszukiwanie osobistej świętości.
Nic nie jest mniej chrześcijańskie od politycznego rewolucjonisty, który chce zmienić wszystko i wszystkich za wyjątkiem siebie. Do wielu innych nieszczęść przyczynił się ten człowiek, którego ostatnią prowokacją skierowaną przeciw papieżowi było poślubienie zakonnicy. Skutki tych wydarzeń – na podstawie faktów – obiektywnie może ustalić historyk; subiektywnie zaś – chrześcijanin, pozostawiając Ojcu Wiecznemu sąd nad człowiekiem.
Wieczność, pod każdy względem, będzie miejscem (albo „stanem”, jeśli wolisz, by pozostawać poza czasem i przestrzenią) najróżniejszych niespodzianek. Także jeśli chodzi o rozmieszczenie gości w różnych sferach... Nie jesteśmy tu jednak po to, by rozmawiać o Lutrze.
Istotnie, właśnie zadawałem sobie pytanie, dlaczego przyszedł ci do głowy brat Marcin. Będziesz musiał pogodzić się z moimi dygresjami, które – mam nadzieję – nie są bezużyteczne. Potrzebuję ich, by podążać za pewnym tokiem myśli.
(fragment)
SPIS TREŚCI:
Kilka słów do Czytelnika o przyczynach powstania książki - 5
1. „Tu stoję, inaczej nie mogę" - 19
2. Świeckie seminarium - 50
3. Notatnik libertyna - 63
4. Ewangelia w szufladzie - 155
5. Spotkanie z Pascalem - 253
6. Między ojcem i synem - 312
7. Niezrozumiały krąg: Kościół - 359 |
|
|
Brak dodatkowych zdjęć produktu.
|
|
Nikt jeszcze nie napisał recenzji o tym produkcie.
|
|
|
|
|